powrót

 

BOGDAN CHORĄŻUK

 

Dom

Był sobie dom, niezwykły dom
dom zbudowany z marzeń
W tym domu było pięter sto
I tysiąc korytarzy

Na każdym z pięter tysiąc drzwi
I  dwa tysiące okien
A w każdej szybie słońce drży
pomalowane złotem

Za drzwiami zawsze mieszkał ktoś
w mieszkaniu słońca pełnym
Nikt nie miał nigdy innych trosk
prócz zwykłych i codziennych.

Na pierwszym piętrze mieszkał pan
- ciekawy bardzo człowiek
bo pisał już od wielu lat
niezwykle dziwną powieść

W powieści tej zdarzały się
niesamowite rzeczy
: Pół twarzy, fioletowy cień
: Zdziwione oczka dzieci

W rozdziale pierwszym pewien koń
miał długie, piękne nogi
i gnał, jak elektryczny prąd
nie dotykając drogi

I ten szalony konia pęd
Był jakby czymś osobnym
: Cwałował między świata złem
A świata całym dobrem

Na drugim piętrze, numer trzy
stał opuszczony pokój
Zamknięte były jego drzwi
Nie słychać było kroków

Tam w mroku mieszkał stary sen
ogromny i brodaty
co sobie ciągle, noc czy dzień
śnić lubił same kwiaty

A każdy z kwiatów śpiewał mu
bukiety i wiązanki
: Bukiety granatowych snów
i srebrne kołysanki

Na trzecim piętrze, numer sześć
(a może obok trochę?)
mieszkała taka oto pieśń
(posłuchać tylko proszę):

"Są takie rzeczy możliwe
których jeszcze nie ma
bo nikt ich nie wymyślił
bo jeszcze nie istnieją

Są takie  miejsca na świecie
których nikt nie zwiedził
Czekają na planetach
by do nich ktoś przyleciał"

i następnie refren, oraz 
przepiękne  mruczando

Dentysta, który mieszkał aż
na piątym, obok okna
przygodę przeżył kiedyś raz
dziwaczną i okropną

Pewnego razu puka ktoś
do jego drzwi przy oknie
Lekarz otworzył zaraz i
przeraził się okropnie

Za drzwiami czekał zęba ból
ogromny, jak przesada
A za nim człowiek zgięty w pół
niezrozumiale gada

Dentysta rwał ten zęba ból
przez pięć czy sześć miesięcy
A potem odpoczywał znów
dwa lata (albo więcej)

A zaraz obok mieszkał teść
pewnego porucznika
który popełnił, oraz zjadł
niebywałego byka

I to takiego, który wciąż
zwyciężał na korridach
I wygrał walk co najmniej sto
A nigdy nie przegrywał

Pewnego razu tamten teść
powiedział tak mniej więcej:
Czy siedem razy odjąć sześć
to będzie mniej, czy więcej?

Lecz nie potrafił na to nikt
sensownie odpowiedzieć
Może spróbujesz kiedyś ty
gdy znajdziesz się w potrzebie

W mieszkaniu wyżej, w jednej z ksiąg
mieszkało to, co było
Z pożółkłych i zatartych stron
o dawnych dniach mówiło

: O ludziach, którzy kiedyś, gdzieś
zrobili coś pięknego
: O takich, co umieli chcieć
gdy było trzeba tego

A jeszcze wyżej mieszkał ktoś
niezwykle tajemniczy
bo dzień po dniu, okrągły rok
na fortepianie ćwiczył

Przez wszystkie szpary jego drzwi
sączyły się melodie
A ten, kto chciał posłuchać ich
mógł słuchać trzy tygodnie

A w tych melodiach szumiał las
Słowiki było słychać
I można było cały czas
zachwycać się i wzdychać

A na szesnastym piętrze nikt
nie nosił okularów
Na siedemnastym człowiek żył
co wpadł w paskudny nałóg

Potrafił mianowicie wstać
dopiero o dwunastej
A potem znowu kładł się spać
A w nocy nie mógł zasnąć

Po korytarzach biegał wciąż
Pod nosem coś mamrotał
I każdy kto spotykał go
udawał swego kota

Ktoś do piwnicy zjechał raz
I omal nie zabłądził
Tu jakby wolniej zwykły czas
pod sklepieniami krążył

Piwnica, to specjalny świat
Świat pełen zakamarków
W stłuczonym oknie gwiżdże wiatr
I maszyn słychać warkot

W piwnicy żyła stacja pomp
w żelazny bardzo sposób
Jej serce - to nierdzewny tłok
Przewody - to jej włosy

Kiedy ktoś wody nabrać chciał
z osiemdziesiątego piętra
Starczyło, by odkręcił kran
i woda zaraz ciekła

W tej pompie zakochany był
poczciwy pewien ślusarz
w piwnicy spędzał całe dni
i serca pompy słuchał

Piwnica, to podziemny świat
świat pełen zakamarków
W stłuczonym oknie śpiewa wiatr
i słychać maszyn warkot

Na 19 piętrze żył
najstarszy człowiek w świecie
co nadzwyczajnie mądry był
bo bardzo lubił dzieci

W mieszkaniu jego mieszkał tłum
postaci z różnych bajek
I każde dziecko mogło przyjść
i z nimi się pobawić

A koło windy numer trzy
wisiały jakieś smugi
a każda kolorowo drży
A każda słońce lubi

A każda, kiedy w smugę wejść
na wchodzącego pada
I wszyscy wiedzą, kiedy dzień
a kiedy noc zapada

Lecz były także w domu drzwi
niestety jedne takie
zza których nie chciał nigdy wyjść
Nikt, od niepamiętnych czasów

Czy nie chciał, czy też nie mógł wyjść
jesienią, latem, zimą?
Bo może tam nie mieszkał Nikt?
Nikogo tam nie było?

Więc każdy pytał - kto to jest
ten Nikt, co tu nie mieszkał
A odpowiedzi było sześć
Wymieniać ich bym nie chciał

A w całym domu mieszkał śmiech
serdeczny i szczęśliwy
Jak tylko komuś było źle
śmiech śmiał się z całej siły

I ten, któremu było źle
już więcej się nie martwił
Nie każdy jeszcze o tym wie
są w cenie dobre żarty

Po piętrze piętro, pięter sto
ciekawych pełno wrażeń
Taki to był niezwykły dom
z betonu, szkła i zdarzeń

Dom przyjacielem wszystkim był
dom z najpiękniejszych marzeń
Miał tysiąc okien, tysiąc drzwi
i tysiąc korytarzy

Na świecie takich domów jest
tysiące i tysiące!
Ty w jednym z takich mieszkasz gdzieś
Tę bajkę sam zakończysz.

 

powrót